Oferta
tel. +48 12 261 38 38, e-mail: najem@donimirski.com

Pan na zamku

Pan na zamku

Minęły już czasy panów na rezydencjach, właściciel zamku nie może już żyć jak na samotnej wyspie i na pilota opuszczać mostu zwodzonego. Te czasy już odeszły. Dziś zamki, nawet w rękach prywatnych, muszą być dostępne dla szerszej publiczności – mówią współcześni właściciele średniowiecznych zamków.

To był wstrząs. Albo raczej zdumienie. Kogoś, kto odkrywa ślady swoich przodków. W miejscu, w którym sam znalazł się trochę przez przypadek, przy okazji zbaczając z głównej trasy. Tak właśnie było w przypadku Jerzego Donimirskiego. Był 1997 rok, Jerzy zajrzał do Korzkwi pod Krakowem, by obejrzeć mury obróconego w ruinę zamku – warowni z XIV wieku. Wstąpił też do pobliskiego kościoła i to właśnie na jego murach zobaczył epitafium Wodzickich, swoich dalekich przodków. Właśnie wtedy, jak sam mówi, przeżył wstrząs. I postanowił podnieść z ruin zamek, który przed wiekami należał do jego rodziny.

- To był pewnego rodzaju powrót rodziny do zamku po 150 latach nieobecności – mówi Donimirski.

Doświadczenie w rewitalizacji zabytków Jerzy już miał. Donimirski, z zawodu architekt, w 1989 roku wrócił ze Stanów Zjednoczonych i za zaoszczędzone na emigracji pieniądze zaczął podnosić z ruin pałac Pugetów w Krakowie, również należący do jego rodziny.

- Panowało wtedy zupełne bezkrólewie, a sam pałac był w kompletnej ruinie. Przeciekał dach, szyby były powybijane, nie było światła, w ogóle żadna instalacja nie działała. Przez pół roku spałem na materacu, wodę nosiłem w wiadrach – opowiada o początkach Jerzy Donimirski.

Najpierw wyremontował parter. Wynajął pałacowe pokoje na kantor, sklep z tkaninami i antykwariat, a za zarobiony czynsz remontował wyższe piętra. Dziś pałac Pugetów to ekskluzywny hotel w centrum Krakowa.

Z zamkiem w Korzkwi było już inaczej. Przez pierwsze dwa lata Donimirski, a przede wszystkim poproszeni o pomoc eksperci, przygotowywali projekt rekompozycji zamku i zbierali dokumentację, tak, żeby – jak najbardziej wiernie – odtworzyć formę XIV-wiecznej budowli, bo dokładnych planów brakowało. Trzeba było też pozostałe obwodowe ściany zamku. Gruby na 1,5 metra mur co prawda został, ale był jak ser szwajcarski, bo przez 150 lat deszcz wypłukał z niego zaprawę. Nie było też stropów, a przez trzy kondygnacje widać było niebo.

Żeby dopilnować odbudowy, Donimirski z rodziną zamieszkał na zamku. Dziś mówi, że to była eksperymentalna przygoda. Skończyła się po kilku latach, kiedy archeolodzy dokopali się do nowych fundamentów i okazało się, że z kilkuset metrów odnowionego zamku zrobiło się 2,5 tysiąca. Rodzina postanowiła się wyprowadzić, a na zamku otworzyć hotel.

- Minęły już czasy panów na rezydencjach, właściciel zamku nie może już żyć jak na samotnej wyspie i na pilota opuszczać mostu zwodzonego. Te czasy już odeszły. Dziś zamki, nawet w rękach prywatnych, muszą być dostępne dla szerszej publiczności – tłumaczy Donimirski i dodaje, że w Korzkwi odbywają się m.in. lekcje historii dla uczniów. Zresztą rewitalizacja zamku nie skończyła się do dzisiaj.

Stare mury, nowa funkcja

Jerzy Donimirski jest jednym z inicjatorów powstania stowarzyszenia właścicieli hoteli historycznych w Polsce (sam Donimirski jest właścicielem sieci hoteli sygnowanych swoim nazwiskiem – red.). Hotele Historyczne to właśnie zamki, ale też pałace, dwory, a nawet zrewitalizowana XIX-wieczna fabryka, które po odnowieniu, a często po podźwignięciu z ruin, stały się hotelami. Dziś w sieci działa 31 hoteli, m.in. Zamek w Rynie, Pałac Wojanów, Pałac Mierzęcin, czy Pałac i Folwark Galiny. Wszystkie wpisane do rejestru zabytków.

Donimirski jest również wiceprezesem stowarzyszenia Domus Polonorum, skupiającego właścicieli zabytków kultury ziemiańskiej – zamków, pałaców i dworów. Na witrynie stowarzyszenia można poznać historię osób, które całymi latami walczyły o odzyskanie rodzinnych majątków, a potem żmudnie przywracały im dawny blask, jak choćby w przypadku dworu w podkrakowskich Tomaszowicach, w którym – po nacjonalizacji majątku – utworzono tuczarnie świń.

przeczytaj cały artykuł na Onecie >>